Jej imię – Mavi – po turecku oznacza „błękit”. Jednak nie ma błękitnych oczu czy srebrzystej sierści – przeciwnie, jest bura i „zwykła”.
Do niedawna serduszko Mavi było bardzo zimne. 🥶 Trochę pracy naszej wolontariuszki… i coraz bardziej to serduszko ociepla się.
Mavi ma ok. 9 miesięcy i jest bardzo lękliwa. Kiedyś ludzi traktowała jak zło najgorsze, ale dziś pękają już te pierwsze lody.
Nie ufa, boi się, ucieka, ale „dorwana” i głaskana – rozluźnia się, zaczyna jej się głaskanie podobać. Krok po kroku, do przodu… jeszcze będzie z niej miziak.
Praca wolontariuszy wspomaga oswajanie, ale nie zastąpi domu, codziennego kontaktu i budowania relacji.
Czy „leci” z nami jakiś pozytywny koci wariat, który da szansę Mavi? „Dzikusce” wymagającej czasu, oswajanka?
Mavi oczekuje na kastrację. Szuka domu niewychodzącego, wymagane zabezpieczenie okien i balkonu, jeśli jest.
Najlepiej na dokocenie do odważnego, oswojonego z ludźmi kotem, który pokaże jej że nie trzeba się ich bać. 💓