Przez ponad tysiąc dni w schronisku to imię brzmiało jak gorzki żart. Przytulas był blisko, ale zawsze o krok od dotyku. Podchodził po smaczka, brał go z ręki i natychmiast się wycofywał. Jego oczy mówiły jasno: „Wierzę w jedzenie, ale w was jeszcze nie”. Wybrał bezpieczny dystans. Wybrał samotność, która nie boli tak bardzo jak kolejne rozczarowanie. Aż przyszedł dzień, w którym stracił siły Gdy Przytulas zachorował i trafił do klatki w lecznicy, jego świat się zatrzymał. I wtedy, w tej bezbronności, stało się coś niezwykłego. Mur, który budował przez trzy lata, nagle runął. Ten „niedotykalski” kocur nagle przestał uciekać. Jakby zmęczyło go bycie „twardzielem”. Jakby w końcu zrozumiał, że nie musi już walczyć ze światem w pojedynkę. Dziś Przytulas uczy się miłości od nowa Dziś już nie ucieka. Pozwala się głaskać, daje się wziąć na kolana. W jego oczach wciąż tli się niepewność. On nie jest trudnym kotem. On jest kotem, któremu ktoś kiedyś złamał obietnicę. Przytulas szuka kogoś, kto zrozumie jego milczenie. Kogoś, kto da mu ciszę, której w schronisku nigdy nie ma. Czas, by uwierzył, że ręka, która karmi, nigdy nie zniknie. Jeden fotel, na którym w końcu będzie mógł zasnąć głębokim, bezpiecznym snem. W schroniskowym boksie trudno uwierzyć w „na zawsze”. Przytulas patrzy na nas z dystansem, jakby chciał zapytać: „Czy ty też tylko obiecujesz?”. Próbujemy go przekonać, że jego imię to nie ironia losu, ale przeznaczenie. Że gdzieś tam jest człowiek, przy którym ten skrzywdzony kocur w końcu naprawdę się… przytuli. Sam z siebie. Po raz pierwszy w życiu Czy to Ty będziesz tym, który zamieni jego niepewność w spokój? Podaruj dom (nawet ten tymczasowy) kotu, który dopiero uczy się kochać. Przytulas jest wykastrowany, zaszczepiony, zaczipowany, ma ujemne testy FELV/FIV i ok. 7 lat. Szuka domu niewychodzącego, wymagane zabezpieczenie okien i balkonu, jeśli jest. Najlepiej do adopcji do drugiego kota.