Imię Łobuz zobowiązuje. Kiedyś w boksie wyraźnie dawał znać: to moje terytorium, trzymaj dystans. Dziś? Na widok opiekuna oczy mu się zapalają – bo wie, że czas na spacer! Podekscytowanie sięga sufitu, a entuzjazm jest szczery i nie do podrobienia.
Na spacerze jakby ktoś przekręcił przełącznik. Węszy, eksploruje, nie ciągnie i z każdym wyjściem otwiera się bardziej. Niezadowolenie pokazuje znacznie spokojniej – ciche warknięcie, energiczne bieganie przy zakładaniu szelek, zamiast dawnych dramatów. Łobuz jest mądry i robi szybkie postępy – pracujemy nad ignorowaniem psów i umiejętnością odpoczynku. Jak każdy łasuch, potrafi być bardzo przekonujący w staraniach o smaczek: stójki, zaczepianie łapą, słodkie oczka. Zjadłby wszystkie smaczki świata bez mrugnięcia okiem. Jest jednak kilka rzeczy, o których przyszły opiekun powinien wiedzieć: wyciągnięta dłoń przez obcą osobę czy podniesiona ręka, mogą wywołać u niego silną reakcję obronną. Ma historię, która zostawiła ślad i szuka domu, który to rozumie, da czas na budowanie zaufania i potraktuje pomoc behawiorysty nie jako problem, a narzędzie. Osoba, która go adoptuje, będzie musiała uzbroić się w cierpliwość, żeby mógł jej zaufać. Łobuz preferuje bycie jedynakiem – przynajmniej na ten moment. Został odebrany interwencyjnie, dlatego na ten moment szuka domu tymczasowego – z nadzieją, że pewnego dnia zamieni się on w dom na zawsze.