Maciuś – kot, który przeżył piekło
Maciuś ma około 6 lat. Jest duży. Bardzo duży. Taki, którego widać z daleka.
Ale to tylko ciało. W środku jest kot, który zamarzł ze strachu.
Został odebrany interwencyjnie z miejsca, gdzie życie był brud, chaos, martwe zwierzęta. Maciuś był jedynym, który przeżył. Co dokładnie tam widział, czego doświadczył – nie wiemy. Ale wiemy, że to na pewno było dla niego piekło
Jest u nas od kwietnia. I od kwietnia wygląda, jakby wciąż czekał na coś strasznego.
Kiedy się go dotyka, jego ciało twardnieje jak lód. Spina się cały. Czasem drży. Jakby każdy dotyk uruchamiał wspomnienia, których nie potrafi jeszcze wyłączyć. Po chwili trochę się rozluźnia – jakby mówił sobie: „to już minęło”. Ale strach wciąż siedzi głęboko.
Maciuś jest zagubiony. Przerażony. Schronisko go przerasta. Hałas, zapachy, zmiany – to wszystko jest za dużo dla kota, który przez długi czas żył w ciągłym stresie. Wygląda, jakby nauczył się jednego: lepiej się nie ruszać, lepiej być niewidzialnym.
Jego ogromna tusza też nie wzięła się znikąd. To nie jest kot, który jadł z radości. To kot, który jadł, bo jedzenie było jedyną ulgą. Jedynym stałym punktem w świecie, który się walił. U nas już schudł, ale nadal jest baryłką – trochę nieporadną, trochę smutną, na pewno bardzo samotną.
Wobec innych kotów jest spokojny. Neutralny. Ich obecność go uspokaja. Jakby mówiła mu: „nie jestem tu sam”. Bardzo możliwe, że dom z drugim kotem byłby dla niego ratunkiem.
Maciuś nie jest kotem „na już”.
Nie jest kotem „do przytulania od pierwszego dnia”.
To kot, który potrzebuje czasu, ciszy i człowieka, który nie będzie go poganiał.
Potrzebuje domu, w którym nikt nie będzie oczekiwał cudów.
Tylko bezpieczeństwa.
Bo Maciuś już raz przeżył piekło.
I naprawdę nie powinien spędzić reszty życia, bojąc się każdego dotyku.
Jeśli masz w sobie cierpliwość, serce i gotowość na trudną miłość – Maciuś bardzo na Ciebie czeka.